Dlaczego uważność? Mógłabym odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem - żeby życie nie "przelatywało się przez palce" i żeby było szczęśliwsze... a tymczasem:
och... znowu zamiast tylko sprawdzić czy ktoś nie dzwonił łapiesz się na tym, że scrolujesz telefon od 20 minut,
...byle do poniedziałku, ...i znów kolejny weekend,
...rachunek za prąd – dopiero płaciłeś poprzedni, a to już przecież kolejny miesiąc,
....kolejne moje urodziny... kiedy to się stało... i tak dalej, i tak dalej?
No właśnie. Bez skupienia się na chwili obecnej działamy na automacie i autopilocie, czyli na wyuczonych reakcjach naszego organizmu (bo, mózg nie lubi tracić energii, więc tak mu jest najwygodniej). Trzeba naprawdę dużego wstrząsu, żeby nas z tego snu na jawie wyciągnąć. Kłótnia z partnerem, utrata pracy, rozwód, śmierć – generalnie coś ważnego i nieprzyjemnego – i na chwilę jesteśmy w 'tu i teraz' …, ale nie bardzo nam się to wtedy podoba...
Mogłabym już tu właściwie zakończyć, pisząc postulat BĄDŹMY UWAŻNI – na to co się właśnie dzieje, a jest szansa, że zauważymy i to co dobre (np. to, że teraz mam chwilę, aby poczytać to co mnie interesuje, i mam czas dla siebie), a życie stanie się przyjemniejsze...
Tylko, że nasze mózgi tak nie działają – potrzebują dowodów i silnych argumentów, że coś warto zastosować, że to jest dobre – i udowodnione najlepiej przez amerykańskich naukowców.
I muszą przeczytać lub wchłonąć tę wiedzę wiele razy, aby przekonać się do argumentów, a zmiana nas samych i naszego postrzegania... cóż, to zupełnie inna historia.
Pozwolę więc sobie rozwinąć temat (mój mózg nie jest tutaj wyjątkowy).

Argumenty 'za' (zaczynając od pra-Grażyny i pra-Janusza)
Zaczynając od początku:
Musimy cofnąć się do czasów, gdy nasi przodkowie żyli w jaskiniach około 40 000 lat temu. Tak, nasze rozproszone myśli to kwestia ewolucji! Problemy pra-Grażyny i pra-Janusza były - można powiedzieć - nieco podobne do dzisiejszych. Martwili się tak samo: co zjedzą następnego dnia, a i następnej zimy, czy sami nie staną się posiłkiem tygrysa szablozębnego (pisałam już o tym tutaj ). Pra-Grażyna denerwowała się tak samo, gdy pra-Janusz patrzył się na inne kobiety, a on martwił się, że jeśli ona się zdenerwuje, nie będzie 'spółkowania'. Oboje martwili się, czy ich syn znowu nie wda się w bójkę z synem sąsiada itd. itp. No po prostu życie.
Tymczasem ewolucja nie dbała o ich szczęście - tylko o przetrwanie i utrzymanie gatunku. Negatywne myśli jej zupełnie nie przeszkadzają. Dlatego nasze mózgi, zamiast być w chwili obecnej, analizują - albo przeszłość, albo martwią się o przyszłość.
A teraz? Jesteś bezpieczny - siedzisz i czytasz tego bloga. Żaden tygrys szablozębny nie wyskoczy zza rogu.
Może zatem to jest rozwiązanie...?

Dlaczego potrzebujemy uważności?
Nie da się wymyślić przyszłości - bez względu na to, jak dużo planujesz - coś może pójść inaczej - niekoniecznie gorzej. Nie można też zmienić przeszłości. Co więcej - możesz wyciągnąć wnioski z przeszłości, aby uczynić przyszłość lepszą, możesz po prostu się z niej uczyć. A jeśli w przyszłości wydarzy się coś nieoczekiwanego - będziesz lepiej przygotowany, by sobie z tym poradzić, choćby dlatego, że nie będziesz umęczony ciągłym zamartwianiem się o to.
Oczywiście nie twierdzę, że planowanie czy logiczne myślenie są złe. Wszyscy wiemy, że jest wręcz przeciwnie. Te cechy pozwoliły pra-Grażynie i pra-Januszowi stworzyć kolebkę naszej cywilizacji. Nauczyli się, jak przechowywać żywność na zimę, jak uniknąć zjedzenia. Wytwarzali narzędzia, handlowali z sąsiadami, a czasem nawet zajmowali się sztuką, dekorując ściany swoich jaskiń malowidłami. Rozwinęli abstrakcyjne myślenie. Nauczyli się żyć w grupach i uprawiać rośliny. Ale - paradoksalnie - dziś nie robimy nic innego: planujemy i analizujemy.
Spróbuj przypomnieć sobie, o czym myślałeś przed chwilą? Co przygotować na obiad? O której będziesz w domu? Czy czeka na ciebie pranie? Jutrzejsza prezentacja? Rachunki do zapłacenia? Sprawdzian w szkole dziecka? Muszę pamiętać, żeby oddzwonić? Martwimy się, planując przyszłość, nawet jeśli nie jest to konieczne.

Sam fakt planowania nie jest problemem - problemem jest to, że te myśli czynią nas nieszczęśliwymi.
Próbujemy wymyślić, jak uniknąć bólu - rozczarowania, porażki, nie radzenia sobie z czymś - co daje nam złudne poczucie kontroli nad sytuacją, na którą i tak nie mamy wpływu - i tak dalej, w kółko.
Myślenie o życiu staje się ważniejsze niż samo życie.
Staje się nawykiem, który trudno przełamać... Żyjemy, nie zauważając, że żyjemy i nie zauważając naszych działań, ciał i myśli w chwili obecnej.
Czyli bez ...skupienia i uważności. A to narzędzie i remedium w jednym.
Więcej argumentów
Czy już cię przekonałam? Wystarczy argumentów?
Oczywiście, że nie! Naszymi zachowaniami i myślami rządzi również inny pierwotny mechanizm służący przetrwaniu gatunku: nasz nadrzędny cel - poszukiwanie przyjemności i unikanie bólu.
Ośrodek nagrody w naszym mózgu do pewnego stopnia kontroluje nasze zachowanie. Gonimy za przyjemnościami i uciekamy przed cierpieniem. Trudno jest się zrelaksować i zrobić coś satysfakcjonującego - zawsze jest coś, co mogłoby być lepsze, droższe, bardziej... Pojawia się porównywanie, żal z powodu błędów z przeszłości i zastanawianie się, jak robić rzeczy lepiej.
Trudno jest skupić się na dobrym filmie, opowieści partnera o tym, jak minął mu dzień, czy dziecku, które z entuzjazmem opowiada tę samą bajkę.
To dlatego wracamy na chwilę do "tu i teraz", gdy wydarzy się jakiś wstrząs. Tylko po to, by wrócić do trybu "stand-by", gdy pierwsze emocje opadną (mózg nie lubi marnować energii 🙂 ).

Innym przydatnym wynalazkiem Matki Natury jest to, że pamiętamy negatywne doświadczenia bardziej niż pozytywne - dzięki czemu możemy lepiej uczyć się na błędach.
W ten sposób możemy stracić całe piękno życia, będąc w naszych myślach o przeszłości lub przyszłości - nigdy w teraźniejszości. Czynią nas one nieszczęśliwymi. Nawet gdy wydajemy się zadowoleni, mamy wiele - jeśli nie większość - negatywnych myśli. Przykład? Wyjazd na wakacje - nasz umysł szybko wypełnia się myślami: czy wszystko spakowaliśmy? Czy będziemy mieć dobry pokój? A jeśli dzieci będą narzekać? Czy samolot się rozbije...?
Powinniśmy odpoczywać, a tworzymy mentalną listę tego, co może pójść nie tak.
Dodatkowo nie mamy wtedy kontaktu z naszym ciałem - ono po prostu jest, a my jesteśmy tylko w naszych głowach. Codzienna nieuwaga.
Czy kiedykolwiek dotarłeś gdzieś prowadząc samochód i nie pamiętałeś drogi? Jak to się stało, że nikogo po drodze nie przejechałeś?
A teraz, czytając te słowa, czy jesteś świadomy swojego ciała? Czy jest mu wygodne? Ciepło czy zimno? Nic nie uciska? Czy jesteś spragniony?

Uważność i zając
Kolejny argument, który naprawdę do mnie przemówił, pochodzi z książki Ronalda D. Siegela "The Mindfulness Solution". Wyobraź sobie zająca siedzącego na łące, spokojnie skubiącego trawę. Nagle zauważa on lisa na skraju lasu. Zajączek momentalnie zastyga, jego serce zaczyna bić szybciej, oddech przyspiesza, uszy nasłuchują dźwięków, temperatura ciała podnosi się – wszystkie te reakcje są sterowane przez autonomiczny układ nerwowy.
Okazuje się jednak, że lis nie dojrzał i nie wyczuł zająca, i z powrotem czmychnął do lasu. Po kilku chwilach zmiany w organizmie zajączka wrócą do normy, zwierzę uspokoi się i znów zacznie spokojnie jeść.
A teraz wyobrażamy sobie, że zajączek ma możliwości naszego mózgu – analizowania i logicznego myślenia. Co mógłby sobie pomyśleć? „Ciekawe dokąd on poszedł? Czy moja rodzina jest bezpieczna? A co jeśli jednak mnie zauważył i przyjdzie z drugiej strony? ...i lawina czarnych myśli przetoczyłaby się przez jego małą główkę. I to dobre: cytuję: "Gdyby miał naprawdę zaawansowane zdolności intelektualne, mógłby nawet zacząć obliczać, czy ma wystarczająco dużo marchewek zaoszczędzonych na emeryturę".
Ha! Faktycznie! Czyż nie tak działają nasze myśli? Wystarczy jedna, by wywołać lawinę następnych (ale tylko negatywnych – pozytywne nie są potrzebne do przetrwania gatunku przecież!). A w konsekwencji stres, nieumiejętność powstrzymania natrętnych myśli, ataki paniki, a na końcu myśli nawykowe, depresja i stres chroniczny... (który, jak wiemy, ma bardzo negatywny wpływ na nasze zdrowie).
Uważność: Jak sobie bez niej radzić? Do przemyślenia
Potwierdzają to liczne badania naukowe, np:
- Badanie Whitehall II (Wielka Brytania) - stres i choroby serca, prowadzone przez prof. Michaela Marmota i zespół z University College London.
- Badanie ACEs - Adverse Childhood Experiences (USA), negatywne doświadczenia z dzieciństwa, badania prowadzone przez CDC i Kaiser Permanente, Vincent Felitti i Robert Anda
- Badania prof. Sheldona Cohena - stres i układ odpornościowy, Uniwersytet Carnegie Mellon
Ale będąc świadomym (!) wszystkich tych cech i mając wiedzy - możemy je kontrolować logicznie i szybko (bo bez nadmiernej analizy). I tu dochodzimy do sedna: mindfulness może nam pomóc.

Czym dokładnie jest uważność?
Uważność to świadomość obecnego doświadczenia i akceptowanie go - bez osądzania, zauważanie tego, co jest teraz.
To obserwacja swojego umysłu - jego myśli – oraz sygnałów z ciała.
Koncentracja.
Nabranie dystansu - także do samego siebie. Uwolnienie od chorobliwego zamartwiania się.
Bycie - tu i teraz.
Doświadczanie i przeżywanie życia wszystkimi zmysłami.
Na koniec dobra wiadomość - uważności można się nauczyć i ją ćwiczyć. I jeszcze jedna rzecz: możesz wybrać sobie taką formę i ćwiczenie uważności jakie ci w danym momencie odpowiada.
Ja wybrałam swoją :).
Dla mnie uważność to nie tylko siedzenie w pozycji medytacyjnej. To przede wszystkim moje uważne spacery z aparatem. Wtedy wszystko zwalnia, zmysły się wyostrzają, a rzeczywistość przestaje być tłem, a staje się głównym bohaterem. Odpoczywam, uspokajam się, relaksuję. Odzyskuję siły, czuję się szczęśliwsza.
A temat mindfulness jest mi na tyle bliski, że chętnie będę go tutaj kontynuować - także od strony teoretycznej, bo...
Jakość naszych myśli wpływa bezpośrednio na jakość naszego życia.
Sprawdziłam to na sobie.

Uważność: Czy to naprawdę działa?
Na koniec dawka badań naukowych nad mindfulness potwierdzających jego skuteczność i moje powyższe słowa. Jakby argumentów było jeszcze za mało:
- Laboratory for Affective Neuroscience w Wisconsin - dr Richard Davidson wraz z zespołem wykazali, że mózgi osób często cierpiących na depresję (neurotyków, osób z zaburzeniami lękowymi itp.) wykazują większą aktywność w przedniej prawej części kory przedczołowej. I odwrotnie, mózgi osób z mniejszą tendencją do negatywnych nastrojów wykazują większą aktywność w jej lewej części - tej, która pomaga budować pozytywne uczucia, w tym za sprawą nagrody. Osobą o najwyższej aktywności lewej części mózgu wśród badanych był buddyjski mnich z wieloletnim doświadczeniem w medytacji i mindfulness. Oczywiście badania nie polegały na wyłonieniu zwycięscy - ten argument to dodatkowe odkrycie. Badanie przeprowadzono na zestresowanych pracownikach korporacji biotechnologicznej, podzielonych na dwie grupy: jedna trenowała 3 godziny tygodniowo techniki uważności i medytacji, druga nie. Grupa medytacyjna wykazała znacznie wyższą aktywność lewej kory przedczołowej, poprawę nastroju, zmniejszenie stresu i większe zaangażowanie w pracę.
- Boston State Hospital, dr Sara Lazar - Badania MRI wykazały, że osoby regularnie medytujące mają grubszą korę mózgową. Różnice były bardziej widoczne u osób starszych! Badania dotyczyły również pnia mózgu (gdzie produkowana jest serotonina, hormon szczęścia) i wykazały, że po 8 tygodniach regularnej medytacji połączenia neuronowe w tym obszarze stają się gęstsze.
- Badanie przeprowadzone przez Jona Kabat-Zinna i program MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) na University of Massachusetts Medical School. 8-tygodniowy trening redukcji stresu poprzez uważność przeprowadzony na osobach cierpiących na przewlekły ból i zaburzenia stresowe. Po treningu pacjenci zgłaszali znaczne zmniejszenie stresu, lęku i objawów depresyjnych; poprawę jakości życia i funkcjonowania pomimo przewlekłego bólu; oraz lepszą regulację emocjonalną. Kompletny program MBSR jest już dostępny dostępne online za darmo - Piękny sposób na rozpoczęcie praktyki uważności w codziennym życiu..
PS:
Jeśli idea życia, które nie prześlizguje się przez palce, rezonuje z tobą - zatrzymanego w moim uważnym obiektywie – zapraszam do odkrycia mojej kolekcji fotografii inspirowanej naturą, uważnością i ideą slow living.
To obrazy stworzone po to, by przypominać o sile zatrzymania się.
→ Poznaj kolekcję "Mindfulness"
#ThePowerOfAStop #slowlivingart #mindfulart #artofpausing
Miłego dnia! Do zobaczenia w następnym wpisie na blogu! / Joanna





